poniedziałek, 17 listopada 2008

Marzenia


Siedząc o północy i patrząc w gwiaździste niebo
wypatrując spadającej gwiazdy obdarowanej marzeniami
patrząc w jasna noc na świat oblany blaskiem księżyca
cóż za cisza , odpoczynek i sen dla wielu z nas
jednak nie dla mnie siedząc pisząc słów kilka
marzę bo marzenia to najpiękniejsze co posiada człowiek
Nie można ich dotknąć, nie można ich kupić
nikt ich nie odbierze, zrodzone w sercu
zrodzone w myślach marzenia bez których nie można żyć.

Czy łzy, czy ból
wolność czy kajdany
uśmiech czy płacz
życie i śmierć
w marzeniach położone nadzieje
wytyczone cele, początki drogi
które zaprowadzą do zwycięstwa sukcesu
miłości szczęścia do radości.

Patrzę w niebo całe czekając na swą gwiazdę
wypatruje jej bo mam 3 życzenia
bardzo proste bardzo błahe
zdrowie - lekarstwo w każdej chorobie
miłość - w sercu i duchu
pokój - by człowiek miłował człowieka
Posiedzę jeszcze troszkę
aż spadnie ta jedyna i prawdziwa.

Tak ja wierzę w spełnienie marzeń
pozwala mi to rano wstać
pozwala dalej w mym życiu trwać
Nawet kiedy brakuje mi sił - marzę
One dają mi nadzieję na zwątpienie
Są kierunkowskazem no mej małej drodze
Marzyć znaczy chcieć marzyć to istnieć
marzyć to rozwijać własnego siebie...


czwartek, 13 listopada 2008

Szepty lasu...


Przeżyłem już trochę ziemskich lat
 lecz i tak nie wiem na czym opiera sie ten świat
ruszyłem więc drogą samotności, zranionej miłości, zgubionej nadziei
usłyszałem płacz drzew, widziałem na kolana powalone dęby osamotnione.
Patrząc na nie dostrzegłem w sobie źdźbło giętkie w wierze
 słabe duchem
jestem tylko przez wiatr niesionym okruchem.
Rzucony dalej dostrzegłem krzyż przechylony,
 drewniany bardzo stary
drewno było poszarpane, popękane
złączyłem ręce, zamknąłem oczy
czułem jak mój duch z Bogiem się jednoczy - krótka modlitwa.

Kolejne kroki zapach lasu, piaszczysta droga
bezludne miejsce tylko ja i ten zielony szumiący las.
On mówi bardzo cicho o tym co widział 
stał gdy trwały wojny, przetrzymał atak wichru i burz wieczornych;
Chciałem usłyszeć co szepczą pośród mnie i 
kiedy dęby zabrały głos jako najstarsze z najstarszych
wtedy ustały wszystkie szumy a one rzekły, powiedziały
byliśmy tu jak rodził się ten świat 
stworzył nas sam Pan
nasza poraniona kora to czysta historia
lecz teraz my klękamy przed człowiekiem
bezlitosną istota niszczącą ten świat.
Zabija nas jak nie uległy drwal
oni jeszcze nie wiedzą że zabili samych siebie.
Po tych słowach wiatr poruszył obumarłe liście
wracając szedłem drogą szorstką, szeleszcząca
co kilka kroków spadały żołędzie 
odbijając się od ziemi 
dęby płakały czując nadchodzącą śmierć.

Wracam czasami do tych miejsc bo tam tkwi samotność
przechadzam się w lesie słuchając cichych szeptów
które pozwalają mi inaczej patrzeć na ten świat.


sobota, 8 listopada 2008

Popatrz na siebie zanim rzucisz kamieniem...


Grzech się nie równoważy
wina nie ma odkupienia
słowa nie znajdują odzwierciedlenia

Grzechy są dwa ty i ja
wina jest zawsze moja
a słowa nie znajdują
odzwierciedlenia.

Jabłko ma dwie połówki
serce ma dwie części
człowiek jest dobry i zły
lecz ja zawsze jestem zły
a słowa nie znajdują odzwierciedlenia.

Zmienia się świat
zmieniam się ja
to ludzie mnie zmieniają
na uczucia uodparniają
nie współczuję
przez cierpienie wędruję
nie wierzę w szczęście
może kiedyś istniało
ale o mnie całkowicie zapomniało

Wiem kim jestem i gdzie idę
nic nie zrobię poddaje się
bo nie wierzę, a nawet nie chcę
Zaczynać wszystko od nowa
i potem co znowu smutku melodia.

Brak zrozumienia,
właśnie tego brak zrozumienia
do doskonalenia wspólnego istnienia.

Potępiony, opuszczony, samotny
samemu sobie pozostawiony
rzucasz we mnie kamieniem
wytykasz palcem grzech
nie zastanowisz się czemu tak jest
Postaw się na miejscu mym
powiedz czy masz uśmiech
może masz nadzieję albo wiarę
Odpowiedz co wtedy czujesz?

Jeśli rodzisz poglądy te same odejdź... - zapomni
pozostaw mnie samego.
Może kiedyś zrozumiesz gdy będziesz czuła to co ja czuję
że moje życie ciągle pod górę wędruje.

Przepraszam...

Twoja jedna moje dwie...



Siedząc w pokoju przykryta kocem ciszy
patrząc w książkę swojego życia,
przekładając strony wspomnień.
Czy gdzieś pośród tych zdań
jeszcze jestem tam?
Kolejna szara strona
wyblakły druk
zagięty róg,
szorstki papier,
wydarta zakładka



Kolejna strona na niej dwa słowa
przepraszam Cię…
proszę zatrzymaj się!!!
bo te słowa nie są tylko maźnięciem pióra
wymysłem, błędem
są kawałeczkiem wyciętym
rąbkiem mojego cierpienia.
Noszę winę,
pokutuję przez czas długi
za grzechy wyrządzone Ci.
Sam Bóg zobaczył mój grzech i skazał mnie na teraźniejsze smutki.
Za każdą twoją łzę mi płyną dwie,
za to że opuściłem Cię bez słów dwóch
pokutuję teraz i na wieki wieków.

Kiedy ty byłaś dla mnie
kiedy czekałaś, zrodziłaś nadzieje ja tego nie doceniłem
odrzuciłem...
Zraniłem anioła,
wprost w jego serce,
stałem się Judaszem
błąkającą duszą,
nie wiernym Tomaszem.


Nigdy nikomu nie uczyniłem tak
dlaczego ja czarny błąkający się ptak
nie dostrzegłem chleba którym karmić mnie chciałaś
ziarna rozsypanego, latarni prowadzącej na brzeg,
gałązką na której znalazł bym oparcie.

Przeprasza tak bardzo Cię...


...

piątek, 7 listopada 2008

prośba o wybaczenie,tęsknota, nadzieja...


Wyciągam do Ciebie dłonie...


Duchem jestem z Tobą...

Jesteś tak daleko...

Jesteś na drodze na, którą ja nie mogę wejść...


Czy widzisz mnie idącego tą samą drogą,
który kroczy tuż za Tobą

Moje myśli, mój duch czuwa nad Tobą
nie wiesz że modlę się wieczorem za twoje życie,
za każdy kolejny dzień
choć dłoni nie mogę wyciągnąć ku Tobie,

choć nie mogę Cię przytulić,
spojrzeć w twoje śliczne oczy,
powiedzieć co czuję...

Nie uniósł bym głowy żeby szeptać do Ciebie,
nie mogę tego zrobić
bo wszystkie drogi prowadzą ku przepaści.


Tak bardzo bym chciał z Tobą rozmawiać tak bardzo tulić
słuchać Cię każdego dnia.
Rankiem robić śniadanie
wieczorem zasypać w twych ramionach patrząc w gwiazdy.

Jednak tylko czas może pokazać
tylko on daje mi maleńką nadzieje na wspólne istnienie.

Chciałbym troszczyć się o twoje zdrowie,
pomagać w chorobie,
płakać jak dziecko,
kiedy Ty płakać będziesz.
Myślec każdego dnia że Ty tam daleko
masz w sercu iskierkę mojego płomienia.

Oddał bym dusze samemu diabłu
pozostawił bym wszystko
aby tylko móc z Tobą żyć.

Możliwe że zapisane iż
nigdy już Cię nie spotkam
nigdy nie przytulę
nawet nie powiem słowa...

Kiedy założysz obrączkę
wszyscy będą szczęśliwi
mi
popłyną...
tylko...
łzy
...
bo wtedy już na zawsze
będę wiedział że straciłem
nie tylko nadzieję,
lecz tego dnia
zaprzepaściłem całe życie.


WSPOMNIENIA


TĘSKNOTA

Czekając otworzyłem drzwi...



Otworzyłem dziś drzwi, które były
zamknięte przez tysiące nocy i dni,
minęło kilka chwil po czym
usłyszałem cichutkie stąpanie
spojrzałem przez nie weszła
tęsknota trzymająca za rękę smutek
idąc powoli ciągnęła za sobą cały sznur łez
w jej oczach widziałem prawdziwy ból,
patrzyła na mnie
jak upadły anioł stracony z niebios.
Potem usłyszałem muzykę wyraźną i parę tańczącą
tak bardzo przytuloną
głęboko w siebie wpatrzoną
tańczy rozpacz i żal
taniec w bezkresie pustego serca.

I gdy muzyka ucichła czułem przesiąkliwe zimno
chłód potworny który był co raz większy a wraz z nim
przybyła przez otwarte drzwi śmierć .
W jednym reku trzymała
czas w drugim płomień gasnący
przytuliła mnie mocno do siebie,
dając mi płomień który gasł - odchodząc
patrzyła w moje oczy,
po czym zamknęła za sobą drzwi
zostawiając mnie wśród pary tańczącej,
tych co złączeni węzłem łez, i z nimi kazała mi żyć…

czwartek, 6 listopada 2008

Polny kwiat...


Szedłem dróżką przez łąkę kwiecistą
dostrzegłem tam kwiat tak piękny
niczym zakochanego chłopaka serca blask
podchodząc bliżej poczułem
woń bzu białego, jaśminu pięknego
kilku kropel pooranej rosy
letniego ciepłego deszczu kiedy biegnąc bosy
uśmiechnięty, zamyślony... - może zakochany?
Szczęśliwy...
Dotykając płatek tak delikatnych jak wiatr
dotykałem swój dotychczasowy świat
mając w dłoni pąk mały
tak naprawdę trzymałem w jednym ręku
całe swoje życie, wspomnienia najpiękniejsze
zapach prawdziwej i jedynej miłości
obraz kobiety, cząsteczkę marzeń
rodziny kochającej kilku przyjaciół
domu małego bardzo przytulnego
razem spędzonych świąt
wspólnych łez i uśmiechu
rodziny do ostatnich moich dni.

Odchodząc od kwiatu ślicznego
zostawiłem w nim marzenia wspomnienia
pozostawiłem cały tam świat.

Zadawałem sobie tylko jedno pytanie
czy kiedyś wrócę tam
zerwę ten śliczny kwiat
i wstawię go do wazonu
ofiarując go komuś
komu powierzę siebie
na zawsze...

sobota, 1 listopada 2008

Malowani nie farbami lecz słów kolorami...


Kawałek papieru kilka kolorów
wylanych farb, kąpiący pędzel
trochę szarości dnia, trochę tęczy
maźnięte promienie, kilka białych chmur na błękitnym niebie
szumiąca trawa zielona,
dwa dęby stare o gałęziach przez wiatr doświadczone
miedzy nimi ławka,
drewniana bardzo stara
ponad nią gołębie i jaskółka śpiewająca.

Na tej ławce siedzieli we dwoje
patrząc na siebie duszą
rozmawiali sercem wspólnym
tworzył się ich świat.
Cichutki wiatr
w ich oczach widać morze kolorowych barw.
serca przepełnione niebiańska lekkością
dłonie splecione węzłem duchowym.

Wszystko inne nie istniało
dotychczasowy świat, biegnący czas
zapatrzeni w siebie oddychający miłością
uwiecznieni na papierze malarza
malowani nie farbami lecz słów kolorami...

...Rozstanie...

Biegnę po pustkowiu uczuć
zakrywając oczy przed wiejącym pustynnym smutkiem
łapiąc oddech rozpaczy
słysząc ból przemawiający
czuć pod stopami tysiące ziaren piaskowych łez
tylko biec nie zatrzymując się.


W swoim świecie uwiłem sobie gniazdo
z patyków miłości, traw zazdrości, źdźbła bliskości
jednak jeden grzmot zniszczył to wszystko
Widok złamanego serca, stłumionej zazdrości
bez źdźbła bliskości bez cząstki miłości.

Widziałem jak spadł z nieba piękny ptak
tak czarny jak mój strach,
tak zły jak mego życia smak
podchodząc tam gdzie spadł
zobaczyłem podcięte skrzydła dwa...
Któż mu to uczynił, któż mu kazał się wzbić
Kim że był ten ktoś? - kto kazał mi biec
po pustyni prawdziwych łez...

Jemu podcięto skrzydła,
mi pozostaje tylko jedno modlitwa
Kazano mu się wzbić
Mi kazano w rozpaczy żyć
On umarł bo ktoś skazał go na śmierć
Ja umrę bo ktoś zniszczył mój świat
złamał serce, pozbawił tego co najpiękniejsze...

poniedziałek, 27 października 2008

Dzień Zaduszny...



Zbliża się czas, powrotu do wspomnień 
o ludziach których nie ma pośród nas
o osobach przez nas kochanych 
o bliskich którzy musieli podążyć inna drogą.
Drogą ku Bogu 
ku lepszemu życiu
ku zbawieniu...

Dzień w którym stawiamy znicze 
gdzie nie przy jednym grobie będą płynąć łzy
gdzie nikt nie będzie się wstydził swojej modlitwy.
Ten wyjątkowy dzień jest dla naszych bliskich,
pokój im i ich duszy...

Nasza modlitwa stanie się rozmową 
dialogiem między nami a Bogiem
prośbą o zbawienie naszych bliskich
ale przede wszystkim pozwoli nam 
ukoić ból przyćmić pustkę 
jaka po nich pozostała...
pokój im i ich duszy...

Wyruszmy więc tego szczególnego dnia
drogą pośród płonących zniczy, chryzantem do 
miejsca obok których nie można przejść obojętnie.
Paląc płomyczek zastanówmy się też
małą chwileczkę choć nad swoim  
doczesnym życiem może warto coś w nim zmienić?
warto przyznać się do błędów, docenić 
dar prawdziwego życia.


środa, 22 października 2008

Droga bliżej Boga


Pragnę jak nikt tylko śnic
do nieba się wzbić biec mleczną drogą
nie słuchać nic nie wypowiadać żadnych słów
do tej podróży powoli szykuję się
dobrze wiem zapomnicie mnie

Jednak to nic i tak chcę tam iść
trzymany na uwięzi na tej ziemi
nękany, tłamszony
na siłę uciszony...

Teraz zamyślony oddalony oderwany
od tego co pośród mnie od wszystkiego
od marzeń pozbawionych mnie
oplotło smutkiem od dni młodości
brak było bliskości,
wiara i nadzieja gdzieś głęboko schowana
w ziemi przez zimne ręce zakopana.

Nie mówię że żyję
co z tego że oddycham i rano otwieram oczy
kiedy we mnie coś co powinno żyć
i tak ślicznie w równym takcie bić,
milczy...

Już czas spakować walizki
wymazać wspomnienia
wyzbyć się strachu...

wtorek, 21 października 2008

Nie słucham czy idzie po schodach do moich drzwi


Nie słucham czy idzie po schodach do moich drzwi
Nie słucham jej kroków, nie czekam na jej szept
Nie oglądam się idąc na ulicy, czy ona podąża za mną
Zamykając oczy i budząc się w promieniach ranka
kiedy jestem sam, smutny, czy zapłakany czy roześmiany
Nie myślę o miłości nie czekam na nią

Niech moje życie biegnie nie zastanawiając się nad każdym dniem
nie chcę planować każdej minuty swojego jakże krótkiego życia.
Myślec potrzebuje kogoś, bo
brakuje mi bliskości, miłości splecionych dłoni
cieplutkich ust, wspólnych myśli, wytyczonych marzeń
Nie myślę o miłości nie czekam na nią nie przyciągam jej.

Pragnę by ona przyszła nie zapowiedzianie
tak nie określona, weszła przez okno otwarte
zapukała, nic nie szepcząc do serca mojego zajrzała
niech poczuję jej ciepło moje policzki zarumienią się
niech euforia ogarnie moje całe ciało
głos drży a słowa przestają mieć sens
niech dłoń uczucia ogromnego ogarnie mnie
dobrze wiem właśnie tego chcę

Pragnę miłości, lecz niech ona zaskoczy mnie
wierzę że wiatr przyniesie mi ją
każdą z tych chwil chcę przeżyć,
Ja wiem i tak nie czekając na nią ona znajdzie mnie.

Wiersz napisany do kilku słów, które czytając wywarły na mnie ogromne wrażenie.
"Myślę, ze miłość mnie zaskoczy kiedy najbardziej będę się spodziewać, sądzę ze nie ma sensu biegać za tym, ani tym bardziej o tym myśleć." - http://szczerze.eblog.pl

Podążam przez życie szlakami przez nikogo nie przetartymi


Podążam przez życie szlakami przez nikogo nie przetartymi
moje życie biegnie, nie oglądam się za siebie
patrzę wysoko nie spuszczając wzroku
dostrzegam rzeczy, które innych nie interesują
widzę świat inaczej, natura ją kocham
wiejący wiatr szalejący wolności podmuch
padający deszcz chłód w spiekocie lata
grzmoty siła i szacunek zniszczenie i życie...

Zasady, nakazy ustalili ludzie, a
teraz ich życie polega na wiecznym trudzie
wykonują pracę Syzyfa, dążąc bez skutku do doskonałości
Gatunek ludzi niszczy matkę ziemię
lecz chyba nie wie, dając zagładę jej niszczy siebie.

Spójrz na swoje życie, czy widzisz w nim wolność
czy słyszysz jak szumi nad łąkami wiatr
czy tańczysz w kroplach letniego deszczu
nie wszyscy stoicie miejscu
zabiegani, zamyśleni, od wolności oddaleni

To bardzo proste życie przebiegnie
problemów będzie tysiąc więcej
gdzie będzie czas rozmyślania
gdzie będzie czas na miłość życia
gdzie będzie czas na poczucie wolności
gdzie czas na wędrówki
szlakami nie przetartymi...


niedziela, 19 października 2008

Pytania bez odpowiedzi


Powiedz mi wietrze jak będzie wyglądać moje dalsze życie?
powiedzcie mi liście szeleszczące spadające
co spotka mnie jutrzejszego dnia?
Czy ty księżycu będziesz mi świecił w nocy
a ty słońce czy ogrzejesz mnie swoimi promieniami?
a czy Ty Panie Boże będziesz chronił mnie?
Pytania bez odpowiedzi…

Wietrze przemierzasz krajny powiedz co widzisz?
Liście spadające szeleszczące co czujecie rodząc się każdego roku?
Księżycu jesteś tak stary czy wyjawisz mi tajemnice ziemskiego życia?
A ty słoneczko zaszczepisz we mnie jeden swój promyczek?
Panie Boże wskażesz mi jak żyć?
Pytania bez odpowiedzi…

Jestem tylko człowiekiem ziemska małą istotą
Jestem nikim patrząc na potęgę słońca
Jestem malusieńki przy księżycu
Jestem wątpiącym, który czasami błądzi...

Czasami dręczą mnie pytania na które nie znajduje odpowiedzi
Zagłębiam się w myślach, szukając rozwiązań lecz ich nie znajduje
wtedy tylko z szuflady wyjmuje kartkę białą jak śnieg
pióro, delikatne i piszę słowa z duszy wyjęte jedwabne...


Kilka kropel krwi darem prawdziwego życia


Widziałem ją jak biegła uśmiechnięta, zamyślona, zakochana

od mnie dzieliła ją droga zwykła, czarna, asfaltowa.
Mój wzrok nie opuszczał jej ani na chwile
I gdy wyciągnąłem już ręce by wtulić ją w swe ramiona
zobaczyłem w jej oczach strach i wielki prawdziwy ból
pisk kół, krzyk huk...

spojrzałem w bok ujrzałem zakrwawioną buzie
zamknięte oczy, tam leżał mój anioł moja miłość
Krzyczałem, płakałem za rękę ją trzymałem
moje serce zamarło, łzy spadały na jej twarz
chciałem tylko aby Ona otworzyła oczy
ścisnęła mnie za dłoń, tylko tego pragnąłem....

stojąc już w szpitalu, modląc się
usłyszałem od lekarza ze w tym momencie
nie ma dla mojego anioła
pewnego jakże cennego leku, to nie żadne chemiczne specyfiki
to nie tabletki, nie zastrzyki...

Brakuje krwi,

głos mój się załamał a łza znowu spadła rozbijając się o zimną podłogę
pomyślałem a może moja?
On jest identyczna to ta sama grupa,
poczułem tylko ukucie
pamiętam jak kropelki, spadały jedna za drugą nie czułem bólu
czułem w sercu radość, że daje cząstkę siebie
czułem w sercu nadzieje
czułem jak opuszcza mnie zwątpienie...

Kolejne godziny, czuwanie, potem dni
lecz kiedy widziałem jak mój anioł otworzył oczy
to jak ścisnęła mnie za dłoń
jak nasze łzy płynęły razem i słowa kocham cię...
Ofiarowałem kilka kropel - prawdziwy dar życia
Ofiarowałem cześć siebie dałem życie drugiej osobie
osobie którą tak bardzo kocham...


sobota, 18 października 2008

Takie małe a cieszy:)

Muszę dziś z wielka radością zawiadomić że w końcu o tygodnia prób udało mi się zrobić licznik odwiedzin na blogu... Jeżeli ktoś by chciał informacji jak mi się to udało to proszę w komentarzach zostawić wiadomość:) Pozdrawiam odwiedzających...  

środa, 8 października 2008

Kochjąc trzeba czuwać...


Kiedy Ty mrużysz oczka szykując się do snu
kiedy twoja piękna twarz układa sie do podusi
Kiedy okrywasz swoje cudowne ciało kołdrą bialutką
kiedy słyszysz dźwięki muzyki, tykanie zegarka

To wtedy ja choć nie wiesz o tym jestem przy Tobie 
nie powinienem mówi bo to sekret mój najgłębsza tajemnica
słyszysz puk...puk...puk... wsłuchaj sie w cisze a wtedy usłyszysz
bicie swojego serduszka, wiesz to ja w nim jestem 
cząstka mnie pozostaje w Tobie. 
Nie jesteś sama kiedy śpisz
ja przy tobie czuwam jestem duchem
 choć fizycznie mnie nie ma
choć nie dotykam nie przytulam Cię czuję twój oddech
miedzy nami jest coś czego nie widzę
 czegoś czego nie mogę dotknąć,
ale wiem że łączy nas wieź tak bardzo potężna
miłość nie wiem jak ją określić jak ją przedstawić
lecz wiem ze ona jest wiem ze ona łączy ona każe mi czuwać

Kiedy ja zamykam oczy
 kiedy układam się do snu
kiedy przeminął cały dzień 
Przykładając poduszę do twarzy 
przed oczami mam twój obraz jakże wyrazisty
wtedy przelatują chwile razem 
dłonie, usta kiedy się przytulamy
kiedy ty na mnie patrzysz jak się śmiejesz
jak pijesz herbatę jak odstawiasz kubek 
na sekundę przed snem to właśnie widzę 
te sekundy pozwalają mi Cię kochać 
jeszcze mocniej nie pozwalają wątpić dają silę by czuwać...

CZUWAJMY NA TYMI KOGO TAK BARDZO KOCHAMY
ABY ICH ZYCIE BYLO SZCZESLIWE WTEDY I NASZE BEDZIE!!
!

sens prwdziwych łez...


Czasami są dni kiedy płyną po policzkach łzy
kiedy brakuje sił kiedy odchodzi ktoś bliski
 łzy - one mówią co czujemy jak bardzo kochamy
są łzy samotności
 są łzy troski
  są łzy cierpienia
one znaczą tak bardzo wiele 
nie można nazwać ich tylko jednym imieniem

Jednak dlaczego płyną czy na pewno muszą
dlaczego dziewczynie płyną łzy czy muszą?
jak bardzo musiało boleć kiedy po policzkach kogoś płyną łzy
Kiedy mama płacze co musiało się stać 
jak bardzo musiało bolec kiedy po policzkach płyną one
Dlaczego ludziom tak często płyną łzy
czy tej dziewczynie nie można pomóc? 
czy mamie kiedy płacze?
dlaczego nie potrafimy im pomóc?

Może życie już takie jest  
może to my bardzo mali nie potrafimy
docenić czym są uczucia innych 
prawdziwe życie, prawdziwy ból
zastanówmy się przez chwilkę mówiąc kilka słów
robiąc rzeczy które mogą bolec 

Łzy to płacz duszy, kiedy płacze ktoś
co widać w jego oczach?
to w nich tkwi obraz duszy!!!
Gdy jest juz za późno
i kiedy spadną krople 
wtedy prośmy o przebaczenie
wtedy niech wydobędzie się przepraszam
jeśli komuś jest ciężko powiedzieć 
tych kilka słów niech spojrzy 
w te zapłakane oczy czy wtedy będzie
milczał, czy przebudzi się szczerość
i serce prawdziwego człowieka.
Pamiętajmy nie dawajmy powodów do łez
 zastanówmy sie nad sensem tym też.

Warto jest czekać...



Czekasz przez całe życie na kila cudownych chwil
czekasz tyle aż przyjdą te dni, 
kiedy Ty poczujesz serca gorące bicie,
 zasmakujesz czym tak naprawdę jest ziemskie nasze życie…
 Kiedy serce zabije a umysł odleci w przestworza
 Kiedy w każdej sekundzie, minucie, godzinie, 
 nie rozstaniesz sie z myślą i obrazem tej jedynej….
Gdy kładąc się do snu będziesz marzyć
gdy budząc się pragniesz wstać 
bo nowy dzień przyniesie widok jej...

Kiedy przejdzie obok, kiedy spojrzy na ciebie
będziesz wiedział czuł się jak w niebie.
Twoje serce oszaleje, będzie słychać jego bicie,
będziesz wiedział że ono szepcze coś skrycie
nie będzie na ziemi nic co może przeszkodzić Ci,
żeby spojrzeć w jej oczy,
żeby powiedzieć kilka słów,
dotknąć dłoni jakże delikatnej
przytulić, pocałować i nigdy nie żałować...

Nie widzialne to co czujesz
nie dotkniesz, nie zobaczysz, lecz będziesz wiedział, 
zamykając oczy, kiedy będziesz jadł
pracował wtedy nie rozstaniesz się z myślą jedyną
o osobie, której Ci do szczęścia tylko brak
czas wytyczyć w życiu swym nowy szlak
już nie samotnie lecz we dwoje...

Słuchaj wtedy swego serca
Słuchaj go bo ono mówi mądrość
Nie wahaj się niech gra mużyka waszych lat
Powiedz co słyszysz powiedz 
że bez niej nie istniej twój świat
nie bój się słów Kocham Cię 
to najpiękniejsze co mógł dać nam sam Bóg...

sobota, 4 października 2008

Prawdziwa historia


Przed oczami przelatywały kolejne kilometry
jadąc czekałem z utęsknieniem chwili kiedy Cię zobaczę
kiedy staniesz przede mną kiedy mnie delikatnie przytulisz
tego dnia jednak nie widziałem że wydarzy się coś co zabije 
rozgrzane serce moje...

Tak przytuliłaś mnie pocałowałaś inaczej niż zwykle 
nie czułem Ciebie w tym zimnym pocałunku
wtedy wstąpił we mnie prawdziwy niepokój
głos mój zadrżał, nie wiedziałem lecz czułem
czułem że dzisiejszy dzień, jest inny taki zimny
twoje spojrzenie, juz wiedziałem
to chodzi o nas, dwoje ludzi do tej pory 
nie rozerwalni tu twój cichy szept...
usiądź proszę wtedy odwróciłaś się
zauważyłem łzy zapytałem
lecz tak naprawdę odwagi na to nie miałem
 przepraszam Cię lecz żyjesz w kłamstwie
nie zrozumiałem, przez łzy usłyszałem
przykro mi nie nie kocham Cię tak czuję i to wiem.

W tym momencie tego dnia 
wszystkie chwile przeleciały przed oczami mi
wtedy nie chciałem uwierzy w to,
nie chciałem tam sie znaleźć 
po kilku chwilach zakręciły się łzy
wtedy poczułem prawdziwy ból zatykający
oddech moje serce rozpadało się na tysiąc kawałków szkła
Nie widziałem jak wyjść , może nie chciałem
pragnąłem aby to był zły sen
Lecz nie ona odwróciła się nie powiedziała więcej nic 
tylko płakała nie wiem czemu, przecież nie kochała...

Wychodząc nie powiedziałem nic
cóż mogłem nie chciałem
minęło kilka dni widziałem ja z innym
wtedy moje serce zastygło.
Ona nie wie że zabiła wtedy mnie...